Kolejny rok kolejne 365 kartek zapisanych
Przemyślenia

Kolejny rok, kolejne 365 kartek zapisanych…

Kolejny rok, kolejne 365 kartek zapisanych… Niektóre kartki delikatnie muśnięte farbą pięknych kolorów tworzą piękne widoki. Inne jakby mieczem przekłute, przestrzelone na wylot… Poszarpane, pełne ciemnych kolorów. Złożone w całość tworzą niepowtarzalną historię, która zaprasza do większej ufności i akceptacji tego, na co wpływu nie mamy…

Za mną szalony rok. Wyobrażałam go sobie totalnie inaczej. Spełnił wiele moich marzeń, a równocześnie przyniósł tak gradowe i hardckorowe momenty, których za nic w świecie bym się nie spodziewała. Niemniej czuję, że wychodzę z niego silniejsza. Bardziej świadoma siebie, swoich bliskich. Tego czego chcę w swoim życiu i jak chcę żyć. Zapraszam Cię w intymną podróż, w której znajdziesz wiele piękna, porażek, błędów, cudownych ludzi i Miłości. Która mam nadzieję, że pokaże Ci, że życie to całość – cierpienie i rozkosz. Zachwyt i smutek. Życie to nieustanne wzloty i upadki:)

Nie chcę przynudzać

Kilkukrotnie pisałam już Wam tutaj, że wiele się w tym roku u mnie zmieniło. Nie chcę tutaj przynudzać i powtarzać tego, co już napisałam, ale chciałam sobie zrobić podsumowanie tego, co było piękne i tego, co było hardckorowe.

Każdy miesiąc był inny, każdy na swój sposób piękny. Cierpienie przenikało się z zachwytem. Przeżyłam wielką lekcję bycia tu i teraz. Dużo próbowałam.

W styczeń weszłam z nastawieniem, że trzeba się spiąć, żeby jak najszybciej zostać rentierem. Zacząć inwestować w nieruchomości – bo przecież tylko to da mi w życiu szczęście. Takie miałam przeświadczenie.
Zrealizowałam swoje wielkie marzenie o reportażu w Cogito – kupiłam gazetę ze swoim artykułem w Empiku <3 Niezwykłe przeżycie 😀
Styczeń też był wielką próbą naszej relacji z Sebastianem… Oboje mieliśmy wątpliwości i zastanawialiśmy się, co z nami dalej, ale to właśnie ten wielki kryzys nauczył nas, jak ze sobą rozmawiać. Co robić, kiedy jest ciężko i gdy się nie rozumiemy. Zyskaliśmy świadomość, że siebie kochamy i że na spokojnie chcemy tą relację budować.

W lutym cisnęłam na instagramie i blogu, ponieważ w marcu miały ruszyć moje live’y. Towarzyszyła mi chęć emigracji do Australii i bycia rentierem poprzez inwestowanie w nieruchomości.

Potem wybuchła wojna na Ukrainie…

W tamtym momencie zrozumiałam, jak bardzo kruche jest życie. Zaczęłam zagłębiać się w siebie. Zastanawiać się, czego ja tak naprawdę chcę od życia. Zrozumiałam, że już tu i teraz mam bardzo wiele i niczego mi nie brakuje, żeby być szczęśliwą.
Dostrzegłam, że Australia to nie jest tak naprawdę moje pragnienie, że ja chcę zostać w Polsce, ponieważ tu mam ludzi, których kocham. Że chcę podążać za swoim sercem, a nie za przekonaniami moich bliskich, za tym, co wyniosłam z dzieciństwa. Zrozumiałam, że inwestowanie w nieruchomości to również nie jest do końca moje marzenie. Nie w tym momencie. Zaczęłam samodzielnie myśleć i podejmować decyzje na bazie tego, co ja myślę i uważam, a nie na bazie tego, co uważają moi rodzice (jak przyjrzysz się swojemu życiu, to zobaczysz, jak wiele zachowań i przekonań od nich przejąłeś ;)). Zmiana tego trwa do teraz, ale daje mi to dużą satysfakcję 😀

W pierwszym kwartale 2022 nauczyłam się, że ja nie chcę odkładać mojego życia na potem. Że chce się cieszyć z pieniędzy, które zarabiam, że bardzo kocham Sebastiana. Że chcę być w Polsce z nim… 🙂

Kurs coachingu

W międzyczasie podjęłam decyzję, że biorę udział w kursie z business coachingu oferowanego przez uczelnię. Jak wiecie z poprzednich moich wpisów – ogarniałam baardzo wiele.

Uczelnia, praca z dużym zadaniem zrekrutowania dyrektora, blog, instagram, gdzie trwały live’y, bycie liderem wspólnoty duszpasterstwa akademickiego, dbanie o związek i pozostałe relacje, pisanie pracy licencjackiej… Łącząc to wszystko bardzo mocno się pochorowałam. Mój organizm mocno wołał o uwagę, ale ja przez kolejne kilka miesięcy nie potrafiłam go dostatecznie mocno usłyszeć ;P

Zaczęłam widzieć, że jednak nie da się w zdrowiu tak intensywnie żyć. Niemniej rzeczywistość była bardzo wymagająca. Ale nie żałuję tego czasu. Nauczyłam się bardzo wiele. Udało mi się to połączyć z poprowadzeniem 4 cudownych live’ów na instagramie. Treści, które powiedziały mi dziewczyny przygotowały mnie na to, co miało nadejść za chwilę…

To był Wielki Piątek…

I jakby tego wszystkiego było mało w wielki piątek okazało się, że moja ukochana Mama ma raka… Totalnie nowa rzeczywistość. Świadomość kruchości ludzkiego życia. Niezgoda na to, że to akurat Ją spotkało i wołanie do Boga „dlaczego?!”. Z drugiej strony miałam w sobie ufność. Wiedziałam, że On mnie przez to przeprowadzi i czułam, że finalnie będzie dobrze.
Niezwykłym było, jak Pan Bóg w tamtym czasie mnie poprowadził. Doświadczyłam wtedy bardzo dużo wsparcia i miłości od Sebastiana. Szczerze powiedziawszy – gdyby nie on, to nie wiem, jak bym sobie poradziła. Jakoś na pewno, ale wiem, że z nim było po prostu łatwiej… 🙂

W tej rzeczywistości starałam się po prostu być

Piszę o tym, ponieważ w trakcie choroby mamy wydarzyły się piękne rzeczy. Wyprawiłam swoje 22 urodziny na tydzień przed operacją i mimo tego, że z jednej strony było naprawdę ciężko, to ja po prostu starałam się koncentrować na tym, co tu i teraz.

Wyszło pięknie 😀 To były najcudowniejsze urodziny ever 😀

Później był czas operacji. Tak już mam, że się przejmuję, więc nieustannie trwałam na modlitwie. Doświadczyłam mocno, że On jest. Chociażby w tak nieoczekiwany sposób, jak wypadający z mąki cytat z Pisma Świętego, który dał mi nadzieję, że naprawdę będzie dobrze i że mama będzie zdrowa. Bardzo też jestem wdzięczna mojej siostrze i tacie, którzy bardzo się postarali, żeby mój rzeczywisty dzień urodzin był piękny mimo tego, że mama była w szpitalu:)

Tak jakoś dobrze się też złożyło, że na majówkę, kiedy mama wróciła do domu ze szpitala, Sebastian zabrał mnie nad morze. To było najlepsze, co mogłam od niego dostać… 🙂 Wiem, że będąc w domu przejmowałabym się bez końca, a tak po prostu znowu starałam się być z nim, tam gdzie byłam i było pięknie:)

Potem wyjrzało Słońce

Ta sytuacja po raz kolejny uświadomiła mi, że nie mam nic poza tu i teraz. Więc uczyłam się cieszyć z tego, co mam. Czas oczekiwania na diagnozę również nie był najłatwiejszy, ale jakoś przetrwaliśmy i usłyszeliśmy, że mama jest zdrowa 😀 To był jeden z najpiękniejszych momentów w życiu 😀

Pamiętaj – warto doceniać każdy moment, każdą chwilę.

Silniejsza, ale jednak psychicznie mocno zmęczona zaczęłam ostatnią prostą do końca kursu coachingowego i obrony pracy licencjackiej.

To był trudny czas. Byłam bardzo zmęczona. Dużo kłóciliśmy się z Sebastianem. Z resztą pisałam już Wam o tym, że trochę przeżyłam regres 😛 Ale wyciągnęłam wnioski, że trzeba dbać o ciało, łapać z nim kontakt, a nie tylko krzyczeć 😛

Obrona licencjatu i wakacje!

Niemniej dobrnęliśmy do obrony i chyba zaczął się czas największych i rzeczywistych zmian w moim życiu. Nauka dorosłości, brania odpowiedzialności, rozumienia co to znaczy kochać. Zrozumiałam już chyba tak definitywnie, że najważniejsze w życiu jest być tu i teraz i naprawdę dbać o swój organizm. Zaczęłam odpoczywać. Widzieć więcej, rozumieć więcej. Baardzo też czekałam na zaręczyny 😀 Hehe jaki to był śmieszny czas wie najbardziej moja mama i najbliższe przyjaciółki 😀

Nadszedł ten dzień, kiedy powiedziałam tak (u mnie brzmiał „no pewnie”) <3 I był najpiękniejszy. To była cudowna niespodzianka. Przepiękny czas i idealny moment (15 sierpnia). Podjęłam też decyzję, że życie prywatne głównie zostawiam dla siebie i tak jest do teraz. Jest mi z tym super dobrze 😀

Do końca roku

Tak naprawdę od tamtego momentu do teraz zadziało się muultum rzeczy. Przede wszystkim przygotowania do ślubu i remont, które pochłaniają duużo energii i jednak nie pozwalają na typowe randeczki w takiej ilości, które były przed zaręczynami. Było wiele trudnych rozmów, kłótni, docierania się.

Zrobiłam 4 edycję warsztatów. Pozyskałam nowe możliwości rozwoju. Odpuściłam tam, gdzie było trzeba.

Zrezygnowałam z lidera w duszpasterstwie św. Rocha przy Politechnice Poznańskiej.
Podjęliśmy decyzję, gdzie będziemy mieszkać. Zrozumiałam też w międzyczasie, że praca, która wydawała mi się, że będzie tą moich marzeń (jako wykładowca akademicki) to jednak nie jest to, bo ja nie chcę w dużym stopniu pracować w weekendy…

Zawodowo zmęczona wszystkim, co się wydarzyło w tym roku na początku grudnia chciałam zrezygnować ze zdecydowanej aktywności mojego działania w sieci. Nie zrobiłam tego, bo mam niezwykłego człowieka obok siebie, który mnie zachęca do wzrostu 😀

Było baardzo dużo zmian i pomysłów. Był WIELKI chaos.

Teraz.

W ostatni dzień tego szalonego roku czuję się silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Jestem pewna siebie. Wiem, w jakich obszarach muszę popracować. Wiem, co bym chciała zawodowo i prywatnie osiągnąć. Daję sobie przyzwolenie na popełnianie błędów i szukanie swojego miejsca, które myślę, że coraz bardziej mi się klaruje. Zrobiłam swoją mapę marzeń, która mocno pokazała mi, że ja chcę od tego życia więcej. Dostałam umowę na czas nieokreślony w pracy, którą bardzo lubię za stawkę, która mi się marzyła na początku tego roku. Mam stabilność i mogę się realizować.

Mogę sobie równocześnie pozwolić na wolność i do czasu ślubu po prostu sobie powolić być. Doświadczać, cieszyć się.

Zdecydowałam też, że do czasu ślubu na moim blogu i instagramie znajdziecie głównie treści wypływające z mojego życia. Moje przemyślenia dotyczące wchodzenia w dorosłość, studiowania, pracy, bycia w relacji.

Konkret tutaj przyjdzie po ślubie 😀 Czuję to bardzo mocno, że woła mnie już konkretny obszar, w którym chciałabym dla Was działać 😀 W nowy rok wchodzę z otwartością i poczuciem, że jeśli dam się prowadzić Bogu, to niezależnie, co się będzie działo – będzie pięknie:)

Dziękuję też Tobie za to, że tu jesteś, że towarzyszyłaś mi w tej podróży tego roku. Życzę Ci, żeby kolejny rok przyniósł Ci wiele piękna. Abyś potrafiła zadbać o siebie, swoich bliskich i spełniała marzenia.


Jeśli uważasz ten wpis za wartościowy, podziel się nim ze znajomymi, przyjaciółmi, rodziną! Te osoby na pewno zyskają, a mi będzie przemiło!

A jeśli chcesz przeczytać o tym, jak podejmować dobre dla siebie decyzje, zajrzyj tutaj! 

Zapraszam Cię również na moje media społecznościowe, gdzie znajdziesz codzienną dawkę inspiracji i motywacji!

Wskakuję na Insta!       Wskakuję na Facebooka!

fot. Monika Pańka, miejsce Pracownia Ovo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *