
Życie jest trudne, ale fascynujące…
Aż nie chce mi się wierzyć, że to tylko 6 lat.
6 październik 2019 rok, puszczam pierwszy wywiad i czekam… Z głową pełną marzeń i planów. Z wyobrażeniami o świecie, które trochę (a może i mocno?) zostały zweryfikowane przez życie.
Dzisiaj z perspektywy czasu wiem – warto spełniać marzenia, próbować i sprawdzać, mimo że szokującym było dla mnie zobaczyć, jak moje wyobrażenia różnią się od rzeczywistości w wielu obszarach.
Ostatnio przejrzałam na oczy już tak dobitnie – zauważenie, jak BARDZO jesteśmy przytłoczeni komunikatami marketingowymi, że czegoś nam brakuje lekko mnie podłamała. Zdałam sobie sprawę, że żyjemy w świecie, w którym bardziej od przeżywania naszego tu i teraz i doświadczania życia, robimy z niego reality show – czekając na like’i zasięgi, aprobatę innych ludzi i platform mediów społecznościowych. I choć mówi się o tym, by świadomie pokazywać siebie w mediach społecznościowych, to czy nie towarzyszy nam nieustannie z tyłu głowy myśl – muszę to nakręcić, zrobić ładne zdjęcie, to musi dobrze wyjść w kadrze?
Czy naprawdę na takim życiu – ciągle podporządkowanym „czemuś” nam zależy?
Nie mówię, że media społecznościowe nie mają sensu, sprzedaż, czy marketing to tylko kit, ale zastanawiam się, jak bardzo skrzywiają one obraz rzeczywistości dzisiejszej młodzieży. Dorastają z ciągłym poczuciem braku, OLBRZYMIM porównywaniem się i z poczuciem, że są gorsi, bo nie mają jeszcze tego i tamtego.
Te 6 lat odkąd skończyłam liceum i jestem obecna w sieci pozwoliły mi doświadczyć, że show biznes wcale nie jest taki super, że ludzie są hipokrytami, że dla zysku wiele osób jest w stanie kłamać, poświęcić swoje życie i zdrowie. Że brakuje miejsca, gdzie młody człowiek dowiedziałby się, jak odnaleźć się w tym świecie tak, by faktycznie być szczęśliwym. By relacje nie raniły, by życie miało sens i smak. By miał odwagę sięgnąć po marzenia i zobaczył, że poza scrollowaniem naprawdę życie jest piękne! Że nie trzeba mieć miliona czy nawet kilku tysięcy obserwujących, by coś znaczyć:) Że wartości, szacunek i zaangażowanie to coś bezcennego.
Brakuje mi odpowiedzialności
Najtrudniejszym w tym wchodzeniu w dorosłość jest zdać sobie sprawę, że NIKT, serio NIKT, nie przeżyje za mnie mojego życia, a za Ciebie Twojego… Że robienie z siebie ofiary, marudzenie na rzeczywistość jest dużo prostsze, niż stawić się do życia i stwierdzić, że ja odpowiadam za to, jak w nim mam. Bo choć spełnianie marzeń jest piękne i wynagradza trud, to jednak dotarcie do nich nie zawsze jest łatwe. Wymaga zaangażowania. Nie odbędzie się siedząc na kanapie. Wiąże się z dyskomfortem, ale też olbrzymim poczuciem sensu.
Dzisiaj dążymy do tego, by tego dyskomfortu nie było. Starają się nam wmówić, że jeszcze ten produkt, ten element sprawi, że w końcu będziesz szczęśliwy/a… a gdyby tak po prostu zaakceptować, że on jest częścią drogi? Że nawet jeśli dyskomfort jest, to nie ma w tym nic złego? Nie ma się czego bać? Dać sobie przyzwolenie na błędy, bo często te najgorsze rzeczy dzieją się tylko w naszej głowie i nie mają związku z rzeczywistością?
Utulić siebie, zaakceptować swoją przeszłość i zamiast wyklinać swoich rodziców, zobaczyć ich historię i doświadczenia z ich rodzicami, przytulić i nauczyć się budować z nimi relację trochę na nowo?
Jeśli czegoś chcesz – sięgnij po to
Kurcze, to zdanie ma TURBO głębię! Bo dzisiejszy świat daje nam MNÓSTWO możliwości. Kiedyś tak nie było – kiedyś to, gdzie się urodziłeś, było wyrocznią. Dzisiaj ciężką pracą naprawdę możesz osiągnąć wszystko. Kwestia sprawdzenia i wybadania, co faktycznie jest Twoim marzeniem. I jaka motywacja za tym stoi. Gdy zakładałam bloga – myślałam, że w bardzo krótkim czasie będę miała nie wiadomo jak duże zasięgi. To nie przyszło. Ale to, ile dzięki nim zyskałam – męża, zawodowo wiele osiągnęłam, mogłam porozmawiać z tak wieloma osobami, z którymi normalnie bym nie mogła…
I szczerze? Dzisiaj chcę się stawić do tego, by wziąć odpowiedzialność za swoje marzenia dalej. Choć sposób działania się zmienia. Choć widzę po drodze, że niektóre rzeczy, które mi się marzyły – gdy ich doświadczam, nie są tym spełnieniem i radością, o której myślałam, to misja i mój sens pozostają w moim sercu i napędzają do dalszego działania:)
Nikt nie przeżyje za Ciebie Twojego życia…
To zdanie dociera do mnie tak bardzo mocno w ostatnim czasie… To ja zostanę z konsekwencjami swoich działań. A Ty z konsekwencjami Twoich. Dlatego ja dostosowuje plany do mojej większej, niż jeszcze jakiś czas temu świadomości i decyduję, że wolę dyskomfort wynikający z działania, aniżeli z ciągłego snucia marzeń i czekania, aż okoliczności się zmienią, bym w końcu była spokojna i szczęśliwa.
Jedyne, na co mam wpływ, to na siebie samą. Perfekcyjnie nigdy nie będzie, ale czy to znaczy, że będzie źle? No nie:) Zaakceptowanie tego, że zawsze będzie jakaś trudność daje NIESAMOWITĄ wolność.
Może też spróbujesz?:)
Ps. Mega się cieszę, że tu ze mną jesteś!
A jeśli chcesz przeczytać o tym, czego nauczyło mnie narzeczeństwo, zajrzyj tutaj!
Zapraszam Cię również na moje media społecznościowe, gdzie znajdziesz codzienną dawkę inspiracji i motywacji!
Zobacz również

Widok, który się wyłania…
26 kwietnia 2023
Świętość w grzeszności
1 listopada 2019